Obserwator / Bartłomiej Kiełbowicz

technika: rysunek
format: 21 x 27 cm
format oprawy: 27 x 33 cm
rok: 2015
oprawa: dębowa rama
sygnowana

500 

Brak w magazynie

Artysta został zaproszony na rezydencję artystyczną na belgijską prowincję, do posiadłości wiekowej arystokratki, kolekcjonerki i ważnej klientki galerii. Kiełbowicz znalazł się w miejscu, które okazało się swoistym skansenem przeszłości, albo, jak kto woli, rupieciarnią biografii belgijskiej hrabiny. Był to bardzo dziwny dom w Walonii z olbrzymim opuszczonym ogrodem otoczony bardzo wysokim żywopłotem. Jak sama właścicielka powiedziała, dom był urządzony na kształt mrocznego snu i wspomnień o jej dzieciństwie w latach 20stych. Na ścianach wisiały obrazy ze złośliwymi karłami, woskowe głowy sprzed stu lat, manekiny z ludzkimi włosami, stroje i czarne kapelusze jak z Harrego Pottera, kolekcja drewnianych lasek i sukni z XIX wieku, laleczki i inne szkaradztwa, których nie sposób opisać. W ogrodzie stały dwa sześciometrowe ptaki ze spróchniałego drewna, które w ogonach miały zjeżdżalnie. Kiedyś, w latach 80-tych były zabawką dla dzieci hrabiny. Był też opuszczony kort i liczne alejki jak z tajemniczego ogrodu. Wszystkie przedmioty łącznie z ryżem Uncle Bens, którego ważność kończyła się w 94 roku leżały nietknięte od tamtego czasu. Pobyt artysty w małym belgijskim miasteczku rzeczywiście sprzyjało rozwijaniu poczucia alienacji. Fasady tamtejszych domów skrywały się zazwyczaj za wysokimi żywopłotami. O tym, że zakryte domy są zamieszkałe świadczyły przede wszystkim pojawiające się na podjazdach worki ze śmieciami; samych mieszkańców artysta widywał jednak rzadko. Nie znaczy to, że sam nie był przez nich widziany. Przeciwnie – w tej okolicy każdy obcy zwracał na siebie uwagę. Kręcącego się bez wyraźnego celu artystę wkrótce zaczepiła policja, sugerując że swoją obecnością niepokoi niewidzialnych rezydentów miejscowości.

Może Ci się spodobać…

Koszyk

0

Brak produktów w koszyku.

Hit Enter to Szukaj or Esc key to close